Jestem w znakomitej mniejszości ludzi lubiących zimę. Przede wszystkim kocham zimę za narty, bo narciarstwo zjazdowe jest ze mną od zawsze. Nie wyobrażam sobie zimy bez nart choć oczywiście zdarzały się takie zimy, gdy nie jeździłam, bo nie mogłam… W swoim życiu usłyszałam cztery razy od specjalistów (lekarzy), że już nie będę jeździć albo lepiej żebym tego nie robiła. Ale jakoś tak nie mogłam się z tym pogodzić no i jednak jeżdżę. Za każdym razem powrót do nart był długi, wymagał wielu wyrzeczeń i przejścia przez ból. A mimo tego za każdym razem to robiłam. Każdy kolejny raz pokazywał mi, że dam radę i znowu stanę na deskach.
Dlaczego tyle wysiłku za każdym razem wkładałam w powrót do nart? Bo bardzo lubię jeździć na nartach. Może nawet bardziej niż bardzo😊 Ten mechanizm, który się we mnie odpalał za każdym razem to bardzo silna motywacja wewnętrzna.
I tu jest właśnie ten punkt styku z zarządzaniem. W tym roku, gdy pierwszym raz zapięłam narty i zjechałam to właśnie pomyślałam, że każdy z nas ma swoje „narty”. A dobre zarządzanie to odkrycie co tymi „nartami” jest u każdego z pracowników.
Dobre poznanie pracownika jest sukcesem do uruchomienia pokładów motywacji człowieka. Dlatego mrozi mnie zawsze, gdy słyszę od liderów, że nie maja czasu na spotkania i rozmowy i że przecież „cały czas się widzimy i rozmawiamy” a chodzi o sytuacje w biegu, w kuchni, przy ekspresie do kawy czy w toalecie. Oczywiście, że w takich „codziennych” momentach także poznajemy innych, jednak to nie o takie odkrywanie chodzi. Regularne spotkania dedykowane pracownikowi to rozmowy o tym co obecnie robi, co lubi robić a co sprawia mu/jej trudności i dlaczego. To możliwość zrozumienia ambicji i długoterminowych planów. Mając taką wiedzę lider może lepiej dopasować do pracownika zadania, aby były właśnie motywujące i same w sobie wzbudzały zaangażowanie bez konieczności zewnętrznej „marchewki”. Liderzy organizacji mocno skupiają się na nagrodach i motywacji zewnętrznej, która jest oczywiście potrzebna, jednak nie jest tak długotrwała i mocna jak ta wewnętrzna. I tak jak każdy z nas chce trochę innych nagród, tak każdy z nas ma swoje wewnętrzne motywy działania. Tak więc w obu przypadkach warto poznać te potrzeby i następnie myśleć też o pobudzaniu motywacji wewnętrznej.
Moje doświadczenie pokazało mi, że warto zacząć poznawać pracowników i ten start jest najtrudniejszy. Wyjaśnienie po co to wszystko, ustalenie spotkań wraz z ich planem i konsekwentne ich realizowanie z pełną uważnością na pracownika. A po jakimś czasie staje się to już naturalnym elementem pracy a pracownik zaczyna sam mówić o pewnych sprawach. Ze spotkania na spotkanie widać efekty choćby w otwartości rozmowy, motywacji do zmiany i chęci działania. Takie spotkania uczą też pracowników jak są ważni dla lidera, że ich potrzeby są istotne i lider ma czas, aby o tym porozmawiać a następnie przekuć słowa w działanie. A to buduje zaufanie. I w takich okolicznościach wzajemnego zaufania to żadna zima nie jest groźna a przeszkody wspólnie zawsze do pokonania.
Dlatego warto😊