Kilka dni temu miałam spotkanie z młodzieżą licealną, rozmawialiśmy o psychologii i psychoedukacji. Na pytanie o rolę psychologa, odpowiedź natychmiastowa brzmiała: psycholog pomaga. I oczywiście, że takie jest założenie tego zawodu – pomaganie innym. Jednak ta odpowiedź nie jest taka jednoznaczna. Bo przecież pomagać możemy na różne sposoby i jak niektórzy sami doświadczają (niestety), zaczynając spotkania terapeutyczne, one nie mają końca. To nie oznacza, że nie są pomocne, ale czy o to chodzi, żeby żyć z psychologiem w tle?
Moja praca dzieli się od kilku już lat na pracę bardziej biznesową, edukacyjną oraz tą interwencyjną, kryzysową. Praca z biznesem to przeważnie uczenie nowych sposobów działania w obszarze zarządzania, kompetencji psychologicznych i społecznych oraz w sferze organizacji pracy, procesów, ich optymalizacji, doskonalenia, standaryzowania. Praca z klientami indywidulanymi czy pacjentami (głównie pracuję z pacjentami onkologicznymi lub osobami wspierającymi osoby chore onkologicznie) to natychmiastowe wsparcie ale też uczenie życia w nowej rzeczywistości, innego reagowania, innej perspektywy. I tak właściwie to moja praca jest nauką😊 Nie taką akademicką, choć czasami opowiadam o badaniach naukowych, polecam książki o moich ulubionych nurtach terapeutycznych, kompetencjach czy zagadnieniach biznesowych. Przede wszystkim to jest nauka praktyki nowych zachowań, uczenie się nowych reakcji do momentu, aż staną się standardem, nawykiem, czymś naturalnym. Praca nad zachowaniami, zmianą sposobu myślenia i działania to właśnie dla mnie jest psychologią w praktyce, to jest dla mnie esencją psychologii. I uwielbiam taką pracę i jej efekty, zadowolenia klienta/pacjenta, który widzi rezultaty swojej własnej pracy, swojego zaangażowania i determinacji. Moment, gdy osoba z którą pracuję mówi, że już jest dobrze i dalej chce pójść sama, to ten najlepszy dla mnie, bo wiem, że to co wspólnie robiliśmy miało sens.
Od wielu lat praktykuję jogę. Już nauczyłam się, że nie ma pozycji niemożliwych dla mnie do zrobienia. Mam najlepszą przewodniczkę i z jej pomocą każdego dnia idę kawałek dalej. Czasami są to milimetry, a one po kilku miesiącach dają bardzo widoczny efekt. Gdy kilka dni temu zrobiłam zupełnie sama bardzo wymagającą (dla mnie) asanę, to obie się popłakałyśmy z radości. I to jest właśnie takie samo uczucie jak przy dojściu do celu pracy psychologicznej. Najczystsza radość😊 moja i pacjenta. A potem klient już idzie sam i praktykuje swoje „psychologiczne asany” samodzielnie.
Moi dorośli klienci/pacjenci często zadają pytanie (tak może mocno retorycznie) dlaczego uczą się takich podstaw psychologii dopiero w wieku 40 czy 50 lat. Oni już czasu nie cofną, jednak mnie inspirują i motywują do dzielenia się wiedzą i doświadczeniem z młodzieżą. Mam nadzieję, że już za niedługo ruszy mój autorski projekt psychoedukacji dla młodzieży licealnej. Może w ten sposób ich wejście w dorosłość będzie prostsze i łatwiej odnajdą się w świcie biznesu😊

