Dla wielu z nas komunikacja to właśnie słowa. Przypisujemy im bardzo wielką moc, którą faktycznie mają. Potrafią nas motywować, rozpalać i tak samo mocno ranić i zniechęcać. Budzą emocje, stawiają do pionu a jednak czasami nie mają znaczenia, bo są tylko słowami bez dobrej intencji, bez szczerości, bez większego znaczenia.
To jak to jest z tymi SŁOWAMI?
Słowa przede wszystkim mają znaczenie, bo wiele z nich ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, swoje desygnaty czyli konkretne obiekty, które dane słowo oznacza. Słowo szklanka dla większości z nas oznacza pojemnik, o pojemności około 200 ml szklany i przezroczysty. Ale w naszej lokalnej polskiej kulturze, słowo to zimą może oznaczać również śliską, zamarzniętą drogę… no i już się sprawa komplikuje😉 Dobrym przykładem komplikacji słownej jest słowo dom. Desygnatem tego słowa jest budynek mieszkalny, nieduży, przeważnie jednorodzinny. Jednak na mieszkanie w bloku też mówimy dom. Co więcej, w mojej rodzinie domem staje się każde miejsce, w którym śpimy w czasie wyjazdów, wakacji, itp., czyli to może być pokój hotelowy. To słowo ma też szersze pojęcie bardziej emocjonalne i czasami domem staje się rodzina, i to ma się już nijak do budynku. I tak wkraczamy w świat słów abstraktów: miłość, szacunek, dobro, smak, nie… to tylko kilka przykładów. W każdym języku istnieją słowa, które nie opisują przedmiotów a zjawiska, emocje, wartości i ich rozumienia nie można przedstawić przedmiotowo. I tutaj pojawiają się największe problemy. Każdy z nas wypowiada te same słowa, jednak ich znaczenie, ich definicje mamy swoje własne. Rozumienie emocji, zjawisk wynika z naszych osobistych doświadczeń, rodzinnych przekazów i nauk. Zakładamy, że jest to powszechne rozumienie, obowiązujące w naszej kulturze (albo i wszędzie na świecie), a tak nie jest. I to nasze osobiste różne rozumienie tak ważnych słów jak szacunek, miłość, obowiązek, odpowiedzialność, powoduje nieprozumienia, sprzeczki i konflikty. Rozmawiając rzadko pytamy o definicje, rozumienie wypowiadanych pojęć, zakładając, że to oczywiste. Wiemy już, że nic nie jest oczywiste, prawda? Każdy z nas ma swoje i tylko swoje oczywistości, tak długo jak ich nie zweryfikujemy ze swoim rozmówcą, to nie ma mowy o żadnej „wspólnej oczywistości”. Czasami jedna ze stron czuje, że definicyjnie się rozmija, jednak nie pyta, bo „jak można pytać o tak naturalne rzeczy”. W dorosłości zupełnie zapominamy, że pytanie jest oznaką ciekawości, chęci zrozumienia i szacunku dla obu stron i relacji, a nie słabości czy głupoty. A jednak najczęściej nie pytamy, zostawiając nasze wątpliwości w swoich głowach aby za niedługo zmierzyć się z konsekwencjami niezrozumienia.
Komplikacja dodatkową jest rozmowa w języku obcym, przynajmniej dla jednej z osób. To, że znamy słowa w języku obcym i potrafimy je złożyć w poprawne gramatycznie zdania, nie oznacza, że znaczeniowo i definicyjne jest to zgodne z założeniami tego języka i kultury, w której powstał. Mówiąc w obcym dla mnie języku nadal mam w głowie swoje polskie znaczenie wypowiadanych słów. Czyli znaczeniowy bigos gotowy😉
A to wszystko jeszcze komplikuje się bardziej, gdy jedno mówię, a zupełnie coś innego myślę… to już opowieść na kolejny miesiąc.

