czy słucham, czy słyszę … oto jest pytanie

Gdy mówimy o komunikacji to przede wszystkim skupiamy się na aspekcie wyrażania myśli werbalnie – słowa te wypowiedziane lub te zapisane, a czasami te niewyrażone ustami a pokazane ciałem. Zapominamy o nieodłącznym aspekcie mówienia – o słuchaniu. Bo po co mówić jeśli nikt nie słucha? Po co wchodzić w dialog, jeśli nie słucham i nie słyszę?

Komunikacja to w założeniu interakcja. Jest Ktoś kto chce przekazać swoje myśli ubierając je w słowa, więc dobrze aby był Ktoś, kto odbierze ten komunikat, kto usłyszy, zrozumie i zareaguje. Praca ze słuchaniem jest trudniejsza, bo słuchania nie słyszymy, nie widzimy, ono jest „w tle”, nie rzuca się w oczy, nie jest głośnie, nie zwraca na siebie uwagi. I często o nim w ogóle zapominamy…. Praca ze słuchaniem to praca własna, bo tylko ja wiem jak słucham, tylko ja wiem co dzieje się w mojej głowie, gdy mówi do mnie Ktoś. Czy rzeczywiście skupiam się na tych słowach czy też  moje myśli są daleko od tego człowieka i jego rozterek i historii.

Komunikacja, ta dobra, efektywna to nieustanna uważność na drugiego człowieka, jego słowa i gesty (mowa całego ciała) i w tym samym momencie na siebie ja ko odbiorcę. Na czym się koncentruję? Czy daję sobie czas na usłyszenie, a nie tylko słuchanie… Bo to jest różnica. Słyszę dźwięki i słowa jednak nie przyciągają mojej uwagi, nie zagłębiam się w ich znaczenie, nie czuję co we mnie poruszają. To oznacza, że nie mam skupionej własne uwagi na odbiorze, że komunikat nie jest dla mnie atrakcyjny, mam inne priorytety w tej chwili. A to oznacza, że nie wiem tak naprawdę o co chodzi mojemu rozmówcy, bo ja nie słyszę – nie staram się zrozumieć, nie zadaję pytań aby pogłębić, nie mam motywacji do wspólnego odkrywania tej historii.

Kilka lat temu pracowałam z Klientką na d wystąpieniami publicznymi. W pewnym momencie zapytała mnie co takiego zrobiłam, że mówię wolno. Nie potrafiłam od razu odpowiedzieć, bo moje „mówienie” ewoluowało im bardziej było świadome. Doszłam do wniosku, ze szybkość mówienia u mnie ma związek z 2 elementami – słuchaniem tego co ja sama mówię, i dawania przestrzeni słuchaczowi do „pobrania” słów, zapisania i analizy. Zanim powiem słowo, czasami zastanawiam się, które słowo będzie lepsze, jak zostanie odebrane, jak mocno przekaże moją intencję. A potem wypowiadam je z uważnością na słuchacza, mówiąc badam reakcję, szukam potwierdzenia czy słowo „dotarło” na miejsce, czy jest zrozumiałe. Ta odrobina ciszy to dla mnie czas na „czytanie” odbiorcy i decyzję co dalej. O czas dla słuchacza na „przetrawienie” i reakcję. Wielu z nas nie lubi ciszy w rozmowie i staramy się tę interakcję wypełnić słowami maksymalnie, to niestety może zaburzyć (a właściwie to zaburza) proces słuchania, bo nie dajemy sobie szansy na tę cichą a niezbędną aktywność.

Czyli bądźmy uważni na słuchanie aby słyszeć słowa, znaczenie, emocje, kontekst i pozwólmy wybrzmieć ciszy, bo ona jest ważna😊

Zobacz również