Uczenie innych to ważny element mojej pracy, bardzo przeze mnie lubiany i to w każdej formie. Od czasu do czasu szkolę grupy w ramach projektów dla klientów biznesowych lub różnych inicjatyw edukacyjnych.
Lubię zadawać na początku szkolenia pytanie o oczekiwania, bo to zawsze dla mnie ciekawe po co każda z tych osób tu jest, co chce ode mnie dostać. Zdarza się, że pojawiają się szczere odpowiedzi typu – „jestem tu bo muszę”, „szef kazał”, „lepiej posiedzieć tu z kawą i ciastkami niż pracować”. I takie odpowiedzi to dla mnie prawdziwe wyzwanie, bo bardzo chcę tych uczestników „z przymusu” jednak zainteresować tematem i pokazać, że oprócz kawy i ciastek coś jeszcze będzie tu dobrego.
Te odpowiedzi też uruchamiają we mnie pytania: po co się uczymy (albo i nie), co ma dać takim szkolonym z rozkazu szefa to spotkanie, jak może wpłynąć na ich postrzeganie własnego rozwoju.
Bywałam też w roli uczestnika przymusowego i ciekawe jest dla mnie to, że jednak pamiętam takie szkolenia. W takiej sytuacji uruchamiała mi się chęć znalezienia czegoś dla mnie, bo bardzo nie lubię mieć poczucia straconego czasu. Czyli jak już muszę spędzić czas w sali szkoleniowej to warto znaleźć to coś, co jest dla mnie ważne i interesujące.
W teorii idąc na szkolenie mam się nauczyć czegoś nowego, co mogę wykorzystać. Czasami sama wiedza okazuje się nie być nowa, natomiast sposób jej przekazu bywa inny, ciekawy. I to staje się inspiracją, pomysłem do wykorzystania w mojej pracy czy codziennym życiu.
Każde grupowe szkolenie to spotkanie z ludźmi, to możliwość rozmowy, wymiany doświadczeń, poznania innych perspektyw, a to otwiera głowę i poszerza sposób widzenia rzeczywistości. Czas na rozmowy i ćwiczenia to zawsze budowanie kompetencji wchodzenia w relacje, komunikacji, otwartej wymiany poglądów. Czasami to staje się bardziej interesujące niż sama warstwa merytoryczna programu. Dlatego cenię sobie szkolenia w wersji warsztatowej gdzie sporo czasu przeznaczamy na pracę w grupach i analizy „odkryć”, gdy możemy wyciągać wnioski i odnieść je do siebie i własnej pracy. To przeważnie są momenty, w których uczestnicy nawet „przymusowi” wciągają się w pracę i zauważają inne benefity takiego spotkania. Gdy minutnik pika oznajmiając, że czas na ćwiczenie minął a wszyscy dalej zawzięcie dyskutują, piszą i analizują, to pokazuje, że „nakaz” szkolenia już się rozpłynął a pojawia się rzeczywiste zaangażowanie. To jest ten moment, kiedy widzę autentyczny sens szkolenia i to bez względu na to w jakiej roli jestem😊
Ciastka i dobra kawa na szkoleniu są potrzebne, jednak jak już wszystko zostanie wypite i zjedzone , dobrze, żeby pozostało coś też w głowie i sercu, a nie tylko w żołądku😉 To taka moja tajna trenerska misja.

